Wielka Siódemka za mną

Długo mnie tu nie było. I trochę trudno wrócić...
Ten wpis, i wszystkie kolejne, do łatwych nie należą.

Semestr nr 7 był w stylu chińskim - słodko-kwaśnym. Z tym, że raczej wyglądało to, jak szamotanie się w jakimś przyciemnionym pokoju, udając, że jest normalnie, z przebłyskami pięknego, ciepłego i otulającego słońca.




Ostatnie pół roku zmieniło moje myślenie. Nie tylko w stosunku do uczelni.

Nie tak sobie to wszystko wyobrażałam. Pierwszy prawdziwie kliniczny semestr, prawdziwa medycyna, szpitale, nauka wielkich przedmiotów. Zawiodłam się. Czasami, zbyt często, zdarzały się dni, w których miałam zajęcia od 8 do 20, z przerwami po 15 minut. I nie były to wykłady, które (jeszcze wtedy) można było opuścić, żeby po ludzku móc zjeść obiad czy skorzystać w spokoju z toalety.

Tak, trochę wylewam moje żale, ale jestem tym cholernie zmęczona. I nie widać nadziei na poprawę. Ale o tym napiszę następnym razem.

W rezultacie muszę uczciwie przyznać, że w tym semestrze, mimo pozaliczania prawie wszystkiego na ładne oceny, nie nauczyłam się zbyt wiele. Może tylko farmakologii, którą trzeba było cisnąć co tydzień. Ale co z klinikami? Co z przedmiotami, które bardzo lubię i być może widzę w nich moją przyszłość? Brak czasu. Bo wracając o 21 trzeba jeszcze się ogarnąć, zrobić bieżące sprawy i wyspać się. A w weekendy nadrabiać, a może przydałoby się choć trochę odpocząć?

Oczywiście nie mówię, że cały semestr taki był. Ale ta jego ciemna część zmęczyła mnie do tego stopnia, że pierwszy raz w życiu miałam kryzysy i kompletnie mnie ta medycyna nie pociągała. A myślę, że Ci, którzy czasem wpadają tu, czy na mojego insta, czy po prostu mnie prywatnie znają, wiedzą, że jestem raczej dzikusem i fascynatem medycyny, któremu się wszystko bardzo podoba!

Z tych słodkich rzeczy - oczywiście zajęcia kliniczne w szpitalach. Prowadzący, którzy w ogromnej większości bardzo się starają. Pacjenci, którzy o dziwo bardzo chcą być przez nas badani. Chirurgia. Specjalizacje zabiegowe, które mnie uwiodły. Powolne odkrywanie, kim ja jestem w tej całej medycynie i czego chcę. Pierwsze operacje, pierwsze asysty, godziny na dyżurach. No i oczywiście moi ludzie!

Pytacie, czy IV jest trudniejszy od III. Powiem tak - trudniejszy pod względem psychologicznym. Taki trochę obóz przetrwania. Ale naukowo - jest lepiej. Lżej, luźniej, ciekawiej. Nie chciałabym się cofnąć rok niżej.

Słowo (potok) wstępu już było, czas przejść do mojego tradycyjnego podsumowania przedmiotów.

[  Aha, oczywiście nie mamy bloków, o tym będzie jeszcze jeden post. ]

Choroby wewnętrzne
Ćwiczenia 7 x 2 h 15 min na kardiologii i tyle samo na reumatologii. W przyszłym semestrze będzie gastro i endokryny. Trochę mało, jeśli wliczyć w to jeszcze zaliczenie. Na zajęcia coś tam trzeba było umieć, u jednego prowadzącego więcej, u drugiego mniej, oczywiście ze Szczeklika. Wywiady, badanie, ale zawsze porządne umówienie z asystentem. Albo przechodzenie z nim przez oddział. Podpierania ścian, przynajmniej w mojej grupie, nie było.
Kilka seminariów do tego, większość jak wykłady, tylko dla mniejszej liczby osób. Kilka wykładów.
Nie no, piszę to trochę beznamiętnie, ale było fajnie. Szczególnie na kardiologii, którą lubię. Przez osłuchiwanie między innymi.
Na koniec każdego cyklu na danym oddziale mieliśmy ustne zaliczenie, trochę praktyczne, a trochę z wiedzy, u własnego asystenta.

Pediatria
4 oddziały, po 4 zajęcia, 2 h 15 min again. Onkohematologia dziecięca, pulmonologia, kardiologia i neonatologia, w kolejnym semestrze czeka na mnie gastro i endokryny, jak na internie. Nie jestem fanem dzieci, ale też było w porządku. Szczególnie spodobało mi się na noworodkach. Podręcznik - Kawalec, zaliczenie ustne u (prawie) każdego prowadzącego na koniec.
Seminariów były 5, obejmowały rożne choroby zakaźne u dzieci. Na zaliczenie mieliśmy przygotować prezentację na temat wybranego artykułu.Wykłady też były.

Chirurgia
Ku memu zadowoleniu zapowiadało się świetnie. Wszyscy chirurdzy cud miód malina, mnóstwo wiedzy, blok operacyjny, ciekawe zajęcia nawet dla tych, którzy chirurgii nie lubią z zasady. Zaczęliśmy od ogólnej (i onkologicznej jednocześnie) na Szopena, 3 godziny zegarowe. Po czym następne zajęcia rozplanowane były już na kardiochirurgii. A następne na ogólnej na Lwowskiej. Potem znowu kardiochir, potem lwowska, i tyle. 15 godzin chirurgii... Na każdym oddziale było super, ale ledwo go poznaliśmy, trzeba było już się z niego ewakuować.
Uczyć musieliśmy się tylko na seminaria, które jednak skończyły się na tym, że każdy miał przygotować jakąś część prezentacji na dany temat. Czyli wiecie jak to wygląda. Wykładów też tak jakoś maławo :( Także mój Noszczyk, choć tak ukochany, leży prawie czysty (Tak, do nauki wystarczy repetytorium). Ale nadrobię.! Szkoda, że w czasie wolnym, ale czego się nie robi z pasji. 

Okulistyka
3 zajęcia po jakieś 4 godzinki + kilka wykładów też mnie urzekło, choć dużo osób uważa oku za nudną dziedzinę wiedzy.  Mnie się tam bardzo podobało, super pani doktor. Szkoda tylko, że książki nie otworzyłam za bardzo, a w czerwcu mamy z całej okulistyki egzamin haha... 
Ogłoszenie!!! Szukam Niżankowskiej, ale książki, nie ksero!

Neurologia
Sama neurologia mnie nie porwała, ale gratulacje za samą organizację przedmiotu. Na początku każdych ćwiczeń wstęp teoretyczny, później badanie pacjentów, omawianie. Po 3. zajęciach mieliśmy zaliczenie ustne u prowadzącego, natomiast na koniec odbyło się zaliczenie pisemne, bardzo przyjemne. Wystarczają materiały poruszane na zajęciach, nie trzeba ciągle zaglądać do tego, wg mnie zbyt ciężkiego, Kozubskiego.

Medycyna ratunkowa
Oj ciężko mi tu coś napisać, bo każda grupa miała inne warunki ćwiczeń. Ja akurat trafiłam na dyżury karetkowe, 2 razu udało mi się pojechać z zespołem na wyjazd. Inne grupy miały też zajęcia na sorze i izbach przyjęć. Ćwiczeń odbyliśmy, zdaje się, dziesięć? Było miło i przyjemnie, wykłady, chociaż tylko długaśne trzy, baaardzo obfite w wiedzę i przydatne! Zaliczenie obejmujące najważniejsze podstawy, bez zbędnych wydziwień, na podstawie materiałów od prowadzących i najnowszych wytycznych. Polecam!

Medycyna rodzinna
Zależy, na kogo się trafi, i jak daleko trzeba dojeżdżać. Miałam wielkie nadzieje na ten przedmiot, rozbudziły je moje wakacyjne praktyki u mojego rodzinnego, ale niestety, aż tak fajnie nie było. Ćwiczeń było tylko 5 po 2h 15 min, do tego sporo seminariów i wykładów, niestety do tej pory głównie poruszały tematykę organizacji POZ, pracy lekarza rodzinnego od strony biurowej itp itd. Ale żywię nadzieję na ciekawsze tematy, bo ostatnio pojawiły się cukrzyca, nadciśnienie czy zaburzenia psychiczne w praktyce lekarza rodzinnego.

Farmakologia
Ale mi wyszedł Brennerowy kolor. O, od razu zaczęłam od najtrudniejszej strony naszej farmy, czyli podręcznika. Bo nie ma jednego ustalonego, każdy może uczyć się  z czego chce. W praktyce jednak króluje Brenner i Korbut, natomiast do hormonów warto było przeczytać Rajtar Cynke, gdyż tam rozdziały endokryno napisane są przez naszego profa xd. Ja polecam jeszcze erpendium, skrócona wiedza w formie notatki, to lubię.
Zbieraliśmy punkciki, dwa kolokwia po 5 pkt (ale można też dostać minusowe!), plus średnia z odpowiedzi ustnej lub kartkówki (max 4 pkt), dodatkowy punkt z prezentacji i pół za niewykorzystanie np :D. Do tego na koniec semestru sprawdzian z recept.
 Ale naprawdę, farmakologia nie jest jakąś naszą ogromną zmorą. Jest dość przyjemnie. I na szczęście, bo to był dopiero nasz drugi z 3 semestrów farmy.

Transplantologia

heh. Zaczęła się jakoś pod koniec listopada?  Misternie przygotowany plan o zbieraniu pkt za każde wykłady, semki i ćwiczenia, ale trochę nie wypalił, bo większości grup kilka zajęć się nie odbyło. Ale ogólnie, mnie się podobało, chociaż może troszkę zbyt ambitnie podeszli do przedmiotu za 1 ECTS.  Moja grupka miała dwa ćwiczenia, w poradni transplantacyjnej (nerki) i na OIT. Na intensywnej terapii byłam pierwszy raz, poczułam się trochę dziwnie i żałobnie. Ale to trochę trudne patrzeć na młodych ludzi leżących na łóżkach wiedząc, że właśnie są oni w trakcie rozpoznawania śmierci mózgowej...
W czwartek mieliśmy zaliczenie, było w porządku.
Nie polecam kupowania czy kserowania książki, materiały od prowadzących zdecydowanie wystarczają.

Medycyna nuklearna
Szybko przyszło, szybko poszło, mało się  namęczyliśmy na tym przedmiocie na szczęście.

Propedeutyka onkologii
Śmiesznie krótkie zajęcia jak na studiach, bo seminaria trwały 45 minut, co tydzień. I do tego wykłady. Poznaliśmy jakieś tam podstawy wiedzy o terapii w onkologii, przesiewówkach i radzeniu sobie ze skutkami chorób i leczenia. Zaliczenie raczej na luzie, głównie z treści poruszanych na zajęciach. Jako podręcznik wystarczy część Kordka. 

Diagnostyka laboratoryjna
Kolejny przedmiot z poślizgiem, kończący się jedynym egzaminem w tym semestrze - zdawaliśmy go wczoraj, razem z zaliczeniem seminariów. Na szczęście w zupełności wystarczają materiały od prowadzących. Mimo nudnej nazwy, było dość ciekawie i przydatnie.  Poznawaliśmy najczęstsze schorzenia danych układów i ich zaburzenia w wynikach laboratoryjnych. Na koniec zajęć zawsze było sporo wyników pacjentów, które wspólnie omawialiśmy. Przyda się, szczególnie podczas świątecznych odwiedzin u rodziny, która zawsze prosi o interpretację "wyników krwi" i pyta, czy jeszcze trochę pożyje, czy już czas się zawijać.


Ufff przebrnęłam przez to.
Ale jakoś tak mam smutną minę.
Mam nadzieję, że będzie lepiej.
 

8 komentarzy:

  1. Wiadomo dlaczego na Twojej uczelni nie macie bloków? Jest szansa, że się to zmieni? Czyli ogólnie odradzasz uniwersytet rzeszowski?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napiszę jeszcze o tym. Myślę, że nasz rocznik już nie ma szans, ale kolejne - być może.
      Zawsze bardzo zachęcałam do UR. W tym momencie... nie wiem. Zdecyduję się, jak przeżyję kolejny semestr. Na razie jestem tak zmęczona, że nie chcę o tym myśleć:D Potrzebuję czasu do takich jawnych deklaracji.

      Usuń
  2. My na transplantologii musimy normalnie chodzić na przeszczepy nerek - każda osoba musi być przynajmniej na jednym. Trzeba się zapisywać na zabiegi, ma się na to cały rok (wiadomo, czasami trzeba np. o 4 rano iść do przeszczep). Ale ogólnie to jest fajne w moim odczuciu ;)
    A asysty do przeszczepów nerek już na 3 roku miałem, długo przed transplantologią kliniczną :P Polecam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiesz, jak Ci zazdroszczę... Co to za wspaniała uczelnia? <3

      Usuń
    2. Za to w Rzeszowie dosyć dobrze robią operacje Davida, widziałem nawet wystąpienie na konferencji ostatnią (reimplantacja zastawki aortalnej u pacjentów z anomaliami tt. wieńcowych) ;) Chirurgia zastawek jest jedną z piękniejszych chyba <3
      A co do uczelni - mogę tutaj podać wprost, ale nie wiem czy tego chcę. Generalnie uczelnia w północnej części Polski ;)
      Chcesz więcej szczegółów znać/pogadać to pisz: anthrax@wp.eu

      Usuń
    3. Oj z naszej kardiochirurgii można być dumnym, zgadza się!!!
      Dzięki, być może się odezwę ;)

      Usuń
  3. Cześć ��
    Jest szansa żebyś opisała dokładnie jakie książki na jaki przedmiot się przydaja na 4 roku?

    OdpowiedzUsuń